Tworzenie to moja pasja

Tworzenie to moja pasja

wtorek, 18 października 2016

Nie tworzę, bo nie mogę, nie jestem w stanie.


     Ostatniego dnia sierpnia adoptowaliśmy koteczkę ze schroniska. Chcieliśmy by wiodła fajne, spokojne, przyjemne życie jak nasza kicia rezydentka Tasia, ale wyszło inaczej, całkiem nie po mojej myśli. Ronja miała mieć lepiej, opuścić kojec, który dzieliła z 11 kociakami. I co? Siedzi w lecznicy, w szpitaliku, w klatce. 
     Podpisaliśmy umowę adopcyjną i zobowiązaliśmy się do tego, że kićkę wysterylizujemy. We wrześniu i na początku października było pięknie, ciepło i zaczęliśmy się bać, że Rońka będzie mieć rójkę, więc zapisaliśmy ją na sterylkę. Wet zrobił to 3.10 i od tego czasu załamka. Okazało się, że koteczka ma za niski poziom białka, a u kotów białko to podstawa. Odpowiada m.in. za wzrost, gojenie się ran, odporność. Ronieczka w schronisku była karmiona byle jakim jedzeniem i niestety widać tego efekty. Była  mega biegunka, a teraz wyszedł niedobór białka i rana nie chce się goić. Kicia nie reagowała na antybiotyki i trzeba było wspomóc jej odporność.  
W schronisku co mają, na co ich stać, co zbiorą np. przedszkolaki, jaki producent karmy wygra przetarg (oczywiście liczy się najniższa cena, nie jakość) to dają psom, kotom. Kociaki mają wrażliwe przewody pokarmowe. Zmiany karmy, mieszanie różnych powodują biegunki, odwodnienie. Gówniane żarełko też im nie służy.
     No i strasznie żywa, rozbrykana Ronja dochodzi do siebie w lecznicy. Siedzi w klatce, bo do tego wszystkiego rozchorowałam się, z nosa leci, kaszlę, wiecznie chce mi się spać (sobotę prawię całą przespałam, niedzielę też), zero sił i wigoru, a mąż w pracy i nie ma kto pilnować by Rońka nie rozwaliła sobie szwów. A już raz musieli ponownie ją zaszywać, tydzień po sterylizacji.
Mamy 2 młode, wiecznie spragnione zabaw, skoków, gonitw kotki.  Powiązać je, żeby tego nie robiły?
Strasznie mi żal tego naszego biednego kociaka. Ma 7 miesięcy, a tyle niefajnych rzeczy ją w tym krótkim życiu spotkało. Miało być zupełnie inaczej!
     Dla mnie zwierzęta to żywe stworzenia, które czują  i nie rozumieją dlaczego spotyka je to, czy tamto (choroba, cierpienie). To członkowie mojej rodziny. Przejmuję się. Żadna z Was nie spotka mnie na ulicy i nie wyśmieje za to co napisałam, więc mogłam spokojnie napisać to co napisałam i wyrzucić to z siebie. 

13 komentarzy:

  1. Tu nie ma z czego się śmiać Kochana, kochasz zwierzęta i bardzo o nie dbasz. Chwała Ci za to. mam nadzieję, że kotka szybko wróci do zdrowia i brykania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!!!

      Już taka jestem - uwielbiam zwierzęta i jeśli mogę któremuś pomóc to robię to. Nie zmienię świata, nie uratuję wszystkich zwierząt, ale jeśli mogę odmienić życie choć jednego to czemu nie. Już jako dziewczynka znosiłam pisklęta, które wypadły z gniazda, albo nie docierałam do szkoły na czas, bo dokarmiałam psa, czy kota. Jako nastolatka 2 razy przyprowadziłam do domu psa ze schroniska (i to nie małe szczeniaczki). Raz poszłam po zakupy na targ i wróciłam bez zakupów, ale za to z malutkim żółwikiem. W kartonie było ich pełno, jeden wchodził na drugiego, więc uratowałam najmniejszego.
      Kiedyś pojechałam z tatą na grzyby, a wróciliśmy ze znalezionym w lesie szczeniaczkiem.
      Kilka lat łapałam na działkach kocięta i szukałam dla nich domów.
      Po mamie jestem miłośniczką zwierzat. Oboje rodzice nie robili im krzywdy, żadnego nie kazali mi oddać/odnieść/pozbyć się. Nauczyli mnie szacunku do naszych braci mniejszych.

      Usuń
    2. Nareszcie goi się tak, jak powinno :-). Rońka była w sobotę na wizycie kontrolnej i wet chwalił postępy. Rzeczywiście ładnie i dobrze to wygląda.
      Sorry, że dopiero teraz odpisuję, nie wczoraj, ale mężuś (Rafał) miał imieniny.

      Usuń
    3. Oj to dobrze:)
      W takim razie spóźnione najlepsze życzenia dla Męża złóż ode mnie ;)

      Usuń
  2. Kochana bardzo, mi przykro że koteczka tak sie meczy, biedactwo. Z moja kicią tez na początku nie było ze dobrze (zapalenie płuc, nieżyt żołądka, w ogóle obniżona odporność, a przy sterylizacji okazało się że szły wchłanialne sie nie wchłaniają i zbiera sie ropa) wycierpiała sie maleńka. teraz jest juz wszystko dobrze. Wierzę że, Twoja kicia dojdzie do zdrowia i będzie szczęśliwa z wami w domku. POmizjaj maleńka ode mnie i niech szybciutko zdrowieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rońce też ropieje. Większość rany po sterylce jest OK, zrosło się, ale ma dziurkę i przez nią właśnie wylatuje ropa. W nią wet wstrzykuje maść z antybiotykiem. Na tradycyjne antybiotyki (tabletki, zastrzyki) niezbyt reagowała. Czekamy aż wyleci co ma wylecieć i ziarnina uzupełni ubytek.
      Mimo wszystko dzisiaj zabieramy kicię do domu. Jakoś chyba upilnuję/my tą naszą małpkę. Jak biega i skacze po osiatkowanym balkonie to przechodnie zastanawiaja się jakie zwierzę mamy, bo trudno dojrzeć tak śmiga. A mamy 2 takie małpki.

      Usuń
  3. Aniu, ale tu nie ma nic śmiesznego napisane. Życzę dużo zdrówka dla kociaków i dla Ciebie (dla Was) i wytrwałości, będzie lepeiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ktoś może uznać, że bardzo dorosła baba ześwirowała skoro tak się przejmuje kotem. Ludzie mają różny stosunek do zwierząt, psiarze do kociarzy również. Ktoś kiedyś uszkodził siatkę u nas na balkonie, bo uznał, że miejsce kota jest na dworze. Na szczęście szybko kociamber znalazł się i wrócił do domu. Miał astmę i bez leków by się udusił. Wielu się dziwiło, że latam i szukam kota (nie psa).
      Staram się być cierpliwa.

      Usuń
  4. WSZYSTKIM BARDZO DZIĘKUJĘ ZA MIŁE SŁOWA I ŻYCZENIA!!!
    TULASY DLA LUBIĄCYCH ZWIERZĘTA I UŚCISKI ŁAPEK DLA WASZYCH PUPILI.

    OdpowiedzUsuń
  5. My przygarnęliśmy miesiąc temu wycieńczonego i wychudzonego kocurka. Dopiero teraz moge powiedzieć, że już z nim "prawie" wszystko ok. Wierzę w Waszego malucha! Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń

Wielkie dzięki za odwiedziny i komentarze! Pozdrawiam Ania (AnGer)! Miłego dnia!